Mój przyjacielu, wiesz, że byłeś mi jak brat

Dawno temu ja też zaufałem pewnej kobiecie, wtedy dałbym sobie za nią rękę uciąć. I wiesz co… I bym teraz, kurwa, nie miał ręki* – podobnie jak z tamtą kobietą jest z naszymi przyjaciółmi, kolegami i koleżankami oraz znajomymi. Poznajemy ich najczęściej w dzieciństwie, w szkole, na studiach lub w pracy. Jedne z tych znajomości trwają latami, czasem do grobowej deski, inne wręcz przeciwnie – wystarczy iskra, żeby puścić z dymem wszystko, co się razem przeżyło. Sama znam parę osób, za które kiedyś mogłabym skoczyć w ogień. Za które dałabym sobie rękę uciąć. I wiecie co? Dziś bym, kurwa, nie miała ręki.

Gdzieś ostatnio przeczytałam (zabijcie mnie, ale nie pamiętam gdzie) o fantastycznym teście, jaki możecie przeprowadzić na swoich znajomych z Facebooka. Wystarczy tylko… wyłączyć chat. Jeśli nie będziecie się komuś świecić na zielono w wirtualnej rzeczywistości, nie zapali się też tej osobie czerwona lampka w głowie, że wypadałoby się odezwać. Skoro Twój znajomy nie ma naturalnego odruchu, żeby zagadać, co słychać, czy żyjesz i czy praca korektora na pełen etat jeszcze Cię nie wykończyła – widocznie obchodzisz go jak psia kupa pod zeszłorocznym śniegiem. Owszem, zdarzają się przypadki, że ktoś sobie o Tobie przypomni, ale raczej by wysłać łańcuszek z klątwą, zaproszenie do gry w Farmville lub wzruszającą wiadomość pt. „To, że się nie odzywam, wcale nie oznacza, że mam Cię w dupie”. Nie no, w ogóle. Niestety, nie wierzę w brak czasu**.

83H

Coraz bardziej przekonuję się, że do ludzi trzeba podchodzić ostrożnie. Jak na drodze – zachowując wobec siebie zasadę ograniczonego zaufania. Tak naprawdę jestem pewna tylko paru osób ze swojego otoczenia, do reszty trzymam dystans. Cóż z tego, że obiecujemy sobie dozgonną przyjaźń i wpieranie się na dobre i na złe, skoro po 2–3 latach kończy się termin przydatności do spożycia naszej znajomości? Gerald Mollenhorst, niemiecki socjolog, mówi, że co 7 lat wymieniamy co najmniej połowę swoich znajomych. Jestem jak najbardziej za tym, żeby praktykować takie „czystki” – chociażby dla własnej higieny psychicznej. Ci, którym na Tobie zależy i na których zależy Tobie, zostaną. Bo są Twoimi prawdziwymi przyjaciółmi, a nie jakimiś chińskimi podróbkami. Reszta płytkich i nietrwałych kontaktów rozpłynie się szybciej niż cukier w kawie, bez której nie otworzysz rano oczu.

A ilu przyjaciół potrzebuje człowiek? Według innego naukowca, Robina Dunbara – profesora antropologii ewolucyjnej z University of Oxford, istnieją różne „stopnie poufałości”. W środku wszechrzeczy jest oczywiście jądro, a tam maksymalnie od 3 do 5 najbardziej zaufanych przyjaciół czy członków rodziny. Potem jest grono ok. 15 osób, czyli innych bliskich znajomych. Im przyniesiesz pomarańcze i „Super Express” do szpitala. Następne kręgi składają się z 50 i 150 osób, ale ich śmiercią nawet byś się nie przejął. Co w przypadku, gdy masz 675 „zafriendowanych” osób na Facebooku? „A kogo oni obchodzą? Przecież i tak ich nie znam!” – tak pewnie brzmi Twoja odpowiedź. Nie kłam, tak to właśnie wygląda.

Zdradzę Wam teraz sekret na nieśmiertelność. Parę razy do roku robię wielkie porządki – po 2 razy w szafie i kosmetykach, raz w papierach i dokumentach, raz wśród wirtualnych znajomych. To daje mi poczucie, że moje życie jest poukładane (choć nie do końca tak jest). Nie mam problemu z kliknięciem przycisku „unfriend”, zwłaszcza gdy kiedyś zbyt pospiesznie przyjęłam od kogoś zaproszenie lub w ogóle nie pamiętam, skąd się znam z jakimś delikwentem. Wywalam też tych, którzy dawno, dawno temu mówili mi „cześć”, a teraz zapominają języka w gębie, gdy mnie widzą. Wywalam również „byłych” i „niedoszłych”. W końcu mówią, żeby nie rozpamiętywać swoich porażek życiowych. Wyrzuć kogoś ze znajomych na Facebooku, to bardzo proste! Jeśli on (bądź ona, bo podobno kobieta to też człowiek) zorientuje się, że to zrobiłeś/aś i wykona ten sam ruch, to super! W końcu chyba „z tym największy jest ambaras, żeby dwoje chciało na raz”. Jakkolwiek by to rozumieć. :)

 ______________________________________________________________

* Cytat pochodzi z filmu „Chłopaki nie płaczą”.

** Agnieszka Osiecka „Nie wierzę w brak czasu. Zawsze jest czas na ten krótki błysk, na ten znak: jesteś dla mnie ważna.”

3 comments on “Mój przyjacielu, wiesz, że byłeś mi jak brat
  1. „Dawno temu ja też zaufałem pewnej kobiecie, wtedy dałbym sobie za nią rękę uciąć. I wiesz co… I bym teraz, kurwa, nie miał ręki.”
    Da się żyć bez rąk.

  2. Witam
    Bardzo podoba mi się Twój post , trochę też dałaś mi po uszach i do myślenia. Zawiodłam się w życiu na bardzo wielu ludziach , bardzo , bardzo co sprawiło moją niechęć do ludzi. Wielu mówi mi że to ja mam problem przekonując że wszystko zależy od tego jak spojrzę na ludzi mnie otaczających. Zastanawiam sie więc jak mam „kurwa ” spojrzeć na nich skoro widzę co widzę. Może i nie jestem lepsza ale myślę o tym i zastanawiam sie nad tym i próbuje to zmienić, walczyć i widzę rezultaty swojej pracy i to że oni jednak dalej są tacy sami. Mam coraz mniej znajomych, bo zrezygnowałam z nich , bo uznałam że nic dla nich nie znaczę choć po Twoim poście pomyślałam że w śród nich może być kilku , którzy myślą że to ja ich olałam . Pomyślałam sobie że może jednak się do nich odezwę bo jest kilku , którym warto byłoby podać rękę…..

    • Właśnie o to chodzi – zbyt wiele włożyłam i zainwestowałam w pewne znajomości, a one i tak się rozpadły. Zwykle dlatego, że ta druga osoba nie dawała z siebie tyle, ile ja. Skoro komuś na mnie nie zależy, to po co mam utrzymywać z tym kimś kontakt? Teraz stawiam na jakość, a nie na ilość. Lepszy jeden prawdziwy przyjaciel, niż 30 fałszywych.
      Pozdrawiam!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>