Narzeczony mimo woli

Nadchodzi koniec roku – czas podsumowań, rozliczeń, rachunku zysków i strat. Oczywiście nie wypełniłam żadnego z zeszłorocznych postanowień, więc pewnie pora przygotować nową listę. Będąc w domu, miałam czas na zastanowienie się nad tym, co będę dalej robić, gdy wrócę do Krakowa oraz nad tym, co było, co się wydarzyło itd. I doszłam do jednego wniosku: Czy wszyscy powariowali??? Czy może tylko ja mam wrażenie, że w ciągu ostatniego roku większość moich znajomych zaręczyła się, wzięła ślub, albo sprawiła sobie dziecko?

Zacznijmy od tego, że mój własny rodzony dziadek życzy mi już drugi rok z rzędu, żebym wreszcie się ustatkowała i pochwaliła się kiedyś pierścionkiem, bo z moim niezdecydowaniem boi się, że może tego nie doczekać. Babcia znowu (która ma jeszcze większe ciśnienie niż dziadek), wypowiadając w moje urodziny słowa: „Nie chcę nic mówić, ale ja w Twoim wieku [22 lata] miałam już rocznego syna… ”, spowodowała na twarzach moich rodziców przerażenie, jakiego w życiu u nich nie widziałam. Oni, zresztą podobnie jak ja, nie wyobrażają sobie, żebym w najbliższym czasie wyszła za mąż i zakładała rodzinę. Gratulacje babciu, serio, ale nie.

Na szczęście wśród moich przyjaciółek nie ma takiej, która jest już „po”, albo dopiero planuje ślub, bo według tego, co mówi W. (a ma takie koleżanki), oszaleć można, słuchając tylko o sukniach, targach ślubnych, obrączkach, salach weselnych, księżach-centusiach i przyszłych teściach. Następna kategoria znajomych to te, które szukają mieszkania ze swoim wybrankiem i zastanawiają się, czy kupić je na Lea czy na może na Ruczaju (daleko, ale tanio); jakie kafelki wybrać do kuchni, gdzie upchnąć zastawę, którą dostały w posagu itd. Na koniec – Matki Polki! Wyszły już za mąż, albo i nie, ale dbają o to, by kryzys demograficzny został zażegnany. Lubię dzieci. Ale nie swoje. Własne będę lubić za jakiś czas. Tak samo uwielbiamy wesela, ale tylko te, na których jestem gościem.

Mamy dopiero po dwadzieścia parę lat, weszliśmy ledwo w dorosłe życie, a mam wrażenie, że niektórzy chcą jak najszybciej mieć „te rzeczy” za sobą i biegną ku spokojnej emeryturze. Chyba niepostrzeżenie dotarliśmy do punktu życia, gdzie ten wiek (22-27 lat) jest najlepszym na założenie rodziny i usamodzielnienie się. O czym się teraz rozmawia w towarzystwie? O życiu. Nie twierdzę, że nie powinniśmy o tym mówić, ale jeśli tylko to jest tematem rozmów, też może się stać nudne. Dostałam ostatnio wezwanie z ZUS-u, żebym wybrała sobie fundusz emerytalny. Jestem przerażona, bo dopiero decydowałam o kierunku studiów (a do tej pory nie jestem pewna, czy studiuję to, co chciałam), a już mi grożą, że jak sama nie wybiorę funduszu, to mi go wylosują.

Warto się tak spieszyć? Zaręczyny czasem wcale nie są takim dobrym pomysłem. Biorąc przykład A. – zerwała z narzeczonym, bo po prostu nie była na to gotowa. Pół roku od oświadczyn odważyła się w końcu powiedzieć to, o czym wiedziała już wcześniej – ślub i dzieci nie są dla niej, przynajmniej w tym momencie. Stwierdziła, że mieli ze swoim partnerem inne priorytety w życiu i szukali czegoś innego. To on na to nalegał, ona się zgodziła (z tego co pamiętam, była wtedy bardzo chora, więc pewnie nie była świadoma tego, co robi), bo nie chciała kończyć tego, co ciężko wypracowali przez dwa lata. Mieli wrócić do tematu ślubu po jej studiach, ale jemu widocznie bardzo się spieszyło do zbudowania domu, posadzenia drzewa i spłodzenia syna. A Ty, A., potem sprzątaj, podlewaj i wychowuj… Biedna A. nie wytrzymała, bo czekanie było zwyczajnie ściemą i J. w tym ciągłym gadaniu o ślubie, pewnie nawet by nie zauważył, że ona z nim zrywa. Teraz jest szczęśliwa, że tak zrobiła i nie żałuje. A z byłym narzeczonym utrzymuje kontakt. Jak ciągle powtarza – stały związek na razie nie dla niej.

I choć brałam ostatnio udział w niesamowitym wydarzeniu, jakim były zaręczyny moich dobrych znajomych, którym mocno kibicuję i cieszę się z ich szczęścia, wiem, że dobrze mi tak jak jest i nie zamierzam niczego pospieszać. Jeśli trafię na super faceta, który będzie nadawał się na męża i ojca – nie będę mieć oporów, by wziąć ślub nawet jutro. Ale po co? Mam dopiero 22 lata i całe życie przed sobą. Bo co ja o nim wiem? Jeszcze będę miała czas, żeby nacieszyć się życiem rodzinnym, a póki co, chcę korzystać z młodości i z przywileju byciu wolnym strzelcem. Chcę spełniać swoje marzenia i nie martwić się, że muszę wracać do domu, bo mi dziecko płacze, a tatuś mam dwie lewe ręce i nie potrafi go przewinąć. Chcę spełnić się zawodowo i osiągnąć pewną stabilność finansową, żeby nie pożyczać od rodziców lub teściów „na kafelki”. Chcę być jeszcze przez chwilę egoistką.

26 comments on “Narzeczony mimo woli
  1. Bardzo ciekawy artykuł, choć, jak dla mnie, zbyt jednostronny.

    Ja też podobnie jak Autorka mam 22 lata, swojego narzeczonego (starszego ode mnie o rok) poznałam 6 lat temu, za 8 miesięcy bierzemy ślub. I to zdecydowanie nie jest prawda, że wszystkie osoby w mojej sytuacji zbyt pochopnie podejmują decyzje. Ja razem z moim narzeczonym wyszalałam się już w liceum, teraz na studiach czujemy się może nie jak dorośli, ale wiemy, że nie wyobrażamy sobie życia bez siebie i decyzję o ślubie podjęliśmy w atmosferze pewności, zaufania i szczęścia.
    Niesłusznie mówisz, że wszyscy ciągle paplają o ślubie, dzieciach, mieszkaniu itd., ci którzy to robią zapewne nie mają nic ciekawszego do powiedzenia, ja wychodzę za kilka miesięcy za mąż i podczas rozmów i plotkowania z przyjaciółkami rzadko wspominam o moim ślubie. Robię to świadomie, gdyż ślub nigdy nie był priorytetem w moim życiu. Po prostu spotkałam odpowiedniego towarzysza życia i dorosłam do tego, by dzielić z nim każdy dzień, wydarzenie, nastrój, pomysł, pryszcz itd.
    Proszę nie oceniaj wszystkich wg jednego schematu, bo to jest krzywdzące.
    Dzieci na razie nie planujemy, zamierzamy, dalej świetnie się razem bawić i przeżywać każdą dobrą i złą chwilę.

  2. A ja podzielam Twoje zdanie i uważam, że do 30stki warto zaczekać. Sama mam tyle, nieudane małżeństwo i 2 dzieci. I żałuję, że tak szybko wyszłam za mąż. To była głupota. Z czasem człowiek dojrzewał i okazało się, że mamy zupełnie inne priorytety, inne spojrzenie na świat. Nie ma sie do czego spieszyc.

  3. Wiesz, mi też się wydaje, że nie dostrzegasz alternatywnego podejścia do życia, są ludzie, którzy są w Twoim wieku już dojrzali i gotowi na związek.. to również tacy, którzy trafili przypadkiem od razu na właściwą osobę. Tak było z moim kuzynem, poznał swoją żonę w liceum w 1 klasie, od drugiej klasy byli parą, w Twoim wieku byli już od 2 lat małżeństwem. Dzieci nie mają, bo robią kariery, ale gdyby chcieli to nic by nie stało na przeszkodzie, oboje mają dobrą pracę, mieszkanie itp. To kwestia dojrzałości. Ale nie chcę tu sugerować, że ktoś niedojrzały w wieku 27 lat do małżeństwa jest gorszy! Sama wyszłam za mąż w wieku 29 lat i nie żałuję, że dopiero wtedy, bo za właściwego mężczyznę, którego wcześniej nie dane mi było poznać. Tak więc nie oceniaj, żyj. P.S. i na pewno nie każda koleżanka żyje tylko ślubem i dekoracjami kościoła, nie przesadzaj! Po prostu takie najgłośniej się drą, żeby je dostrzeżono

  4. Popieram Cie w 100% i dlatego tez wyprowadzilam sie do kraju gdzie mimo moich 29lat nikt nie pyta mnie dlaczego jeszcze nie mam meza i dzieci. Zyje pelnia mojego „egoistycznego” zycia i jest mi z tym dobrze, a na zakladanie rodziny mam jeszcze duuuuzo czasu. Poza tym, nikomu nic do tego czy w ogole mam ochote powielac swoje dna. Nie zrazaj sie komentarzami babci i rob swoje ;-) pozdrawiam

  5. Ja zauważyłam zaś z kolei że z obecnych młodych ludzi to jest po prostu coraz więcej nieudaczników na garnuszku rodziców- do pracy taki pójdzie ale często ją traci , mieszka z rodzicami mimo 30-stu kilku lat bo tak wygodniej nie wspominając że małżeństwo i dzieci im nie w głowie bo przecież można spotykać się cały czas jak za czasów szkolnych … tylko co będzie jak rodziców zabraknie .Nie mówię że od razu trzeba brać ślub robić dzieci ale mieć jakieś cele i starać się je realizować a nie iść po najmniejszej linii oporu…

  6. hmmm…22 lata to faktycznie jeszcze za wczesnie na slub i na dzieci… Moim zdaniem najlepszy czas na slub to wiek ok 25lat w zwyz (po studiach). Dzieci oczywiscie jeszcze troche pozniej.

  7. ja wyszłam za mąż mając 28 lat, czasem myślę że jeszcze za wcześnie. Być może dlatego że wybrałam faceta zbyt dziecinnego (takiego co się jeszcze nie wyszalał) To bardzo ważne żeby obie strony miały poczucie, że maja już wszystko, a do szczęścia potrzeba im tylko siebie…

  8. Ja też mając 22 lata zostawiłam faceta który chciał rodziny. Tzn poznałam go z kimś bw jego wieku. Kto myśli o tym samym i jest bliżej. I nie żałuję. Mając 26 lat poznałam faceta po roku wspólne mieszkanie. Po 2 latach ślub. Potem przyszła faza na dziecko. W wieku 30 lat je urodziłam i wiem że tego chciałam i była to świadoma i moja decyzja. Aggadać będą zawsze. Najpierw o ślubie. Potem o dziecku. Potem o drugim etc etc. Więc olej to żyj jak ty chcesz i na pewno będziesz szczęśliwa.

  9. hmmm… ciekawe jest to co pisze autorka…ale moim zdaniem jej myslenie jest spowodowane brakiem zainteresowania jej osoba u płci przeciwnej. Rodzaj maski wedlug mnie. Gdyby trafila na kogos kto by zainteresowal sie nia jako kobieta i obdarzyl ja uczuciem i ona by to odwzajemnila- jej myslenie bylo by zupelnie inne. 22 lata- mało czy duzo..zalezy, ale napewno w sam raz by dorosnąc… Pozdrawiam.

  10. Jak kończyłam studia, to koleżanki masowo wychodziły za mąż albo się zaręczały i wyprowadzały „na swoje”. Kiedy one wybierały sukienki, ja szłam na pogrzeb mojego chłopaka. Później zdecydowana większość z nich zerwała ze mną kontakt, bo byłam „pechowa” i „niewygodna”.
    Życie pisze różne scenariusze.

  11. Niestety da się zauważyć, że coraz więcej młodych ludzi zwleka ze ślubem, założeniem rodziny z powodu kariery, bądź też braku stabilności przez co brak odwagi do podjęcia pewnych kroków.

  12. Serio?
    Dziwi cię konieczność wybierania funduszu emerytalnego koniecznego w pracy – czyli w dorosłym życiu?
    No chyba że zamierzasz całe studia siedzieć na utrzymaniu rodziców.
    Wybacz ale odnoszę wrażenie że masz nie 22 lata a 15 i przeraża cię konieczność podjęcia samodzielniej dorosłej decyzji – czy chodzi o związki czy o prostą decyzję finansową.

    Masz rację, nie jesteś jeszcze gotowa na poważny związek i to nie dlatego że 22 lata to za wcześniej ale dlatego że mentalnie jeszcze nie dorosłaś.

    PS. Tak, wiek 22-27 to wiek idealny na ustatkowanie się. Posiadanie rodziców w wieku dziadków to nigdy nie jest dobra rzecz, zmuszać się nie ma sensu skoro nie dojrzałaś ale większość osób które muszą się wyszaleć, chcą czekać do 30-tki nigdy nie się nie ustatkują.
    Może i lepiej, nie każdy jest stworzony do zakładania rodziny.

    • Posiadanie rodzicow ktorzy sami sa jeszcze dziecmi jest jeszcze bardziej beznadziejne niz posiadanie starszych rodzicow. Srednia wieku nie cofa sie a idzie do przodu. Dzis osoba majaca 50 lat nie jest tym samym piecdziesieciolatkiem co w poprzednim pokoleniu

  13. Kobiece blablabla. Zero wartości w tekście. Pokolenie tchórzy, nie potrafiących podjąć decyzji . W pracy się boją, w związku się boją, w szkole się boją, wszędzie się boją. Dziś jest łatwiej , a ci pieprzą, że wręcz odwrotnie. Jak coś się nie podoba, to nie rozwiązują problemów tylko rzucają wszystko w cholerę i uciekają (nie piszę tu tylko o związkach), a potem bohatersko przekonują do swoich niedojrzałych racji. Pokolenie ludzi,którzy nie potrafią dojrzeć. A co potem? Gówno! Szczęśliwego Nowego Roku i przestańcie się tak z sobą pieścić.

  14. Jakbym siebie slyszala 15-cie lat temu! Mam 37, poznalam moja druga polowe rok temu, wlasnie wyszlam za maz (obraczkowanie bylo wazne dla drugiej polowy) no i wlasnie sie zorientowalam ze bedzie nas latem trojka. Zrealizowalam niemalze wszystlie pomysly i marzenia jakie tylko przyszly mi do glowy – zjezdzilam swiat, pracuje ‚globalnie’, jestem swiatowym ekspertem i zarabiam przynajmniej dziesiec srednich krajowych. Moja druga polowa ma 38 i robila w zyciu to samo co ja. Nasi znajomi utoneli w pieluchach 10-15 lat temu i teraz sie rozwodza / narzekaja / maja poczucie niespelnienia w zyciu ze cos ich ominelo / nigdy im sie nie przydarzy. My wiemy kim jestesmy, wiemy co lubimy a co nie, nie mamy sie o co klocic, kazda strona wnosi ciekawa przeszlosc i interesujace doswiadczenie i razem realizujemy wariackie pomysly. Bo nas stac, bo nie musimy sie juz w pracy scigac, bo teraz mamy czas, cierpliwosc i checi robienia czegos razem, potrzebe dzielenia sie i dania tego co najlepsze dziecku ktore bedziemy miec. Oboje dalismy sobie w zyciu czas na wlasny rozwoj, zanim oddalismy siebie drugiej osobie (no i teraz trzeciej ktora sie niebawem pojawi :-) Nie ma nic zlego w checi poszukania najpierw siebie zanim sie zabierzemy za szukanie drugiej osoby. Wszystkiego najlepszego!

  15. Pitu pitu , jak czytałem to się zastanawiam czy wogole bedziesz chciała wyjść za mąż bo widzisz nie jedna moja taka koleżnak tez tak mówiła i co i kicha wyszła jak teraz widze to już są w związkach i są cholernie szczęśliwe, ale tez mnie jako facetowi sie nie spieszy do ślubu chociaż stuknie mi w styczniu 28 latek już ale nic zycze tobie wytrwałości w tym co piszesz oraz Do siego roku 2014

  16. Każda z Nas myśli że ma jeszcze czas:) i to prawda. Pisząc z własnej perspektywy tej prawie 30 letniej to coś w tym jest, może trochę boimy się zobowiązań. Mamy czas na pracę, na przyjaciół i wypady za miasto. Osiągnęliśmy pewną stabilizacje finansową ( oczywiście zawsze mogłoby być lepiej ale to jak ze wszystkim) i przychodzi czas na rodzinę – tylko nie dla każdego w tym samym czasie. Ważne by obydwie strony były przygotowane i naprawdę tego chciały bo inaczej problemy Nas przerosną a to niestety jet trudno osiągnąć:) póki co cieszmy się życiem jakie jest, na wszystko przychodzi czas.

    • Wlasne gniazdko powinno byc organizowane w czasie gdy sie ma mozliwie malo stresu. Dzieci powinny miec rodzicow im poswieconych. Stress sie im udziela a rodzicom dzieci jeszcze jego poteguja. Fizyczna dojzalosc nie oznacza psychiczna. Jakies zasady dziadkow przyjmowac z usmiechem bo oni maja naturalna faze czyli checi zachwycania sie maluchami. Starsi rodzice wychowuja z rozsadkiem a mlodzi przy dzieciach jeszcze dorastaja. Dzieci to nie maskotki…trzeba im tak organizowac zajecia by to bylo edukacyjne i mialo w zyciu korzysci…czas ucieka i nie wraca. Zycze milego 2014

    • Mojemu młodemu (26 lat) znajomemu radziłem ostatnio, by nie oczekiwał, że ktokolwiek go upewni, że dobrze wybrał. W podejmowaniu decyzji „Tak” jest zawsze szczypta bohaterstwa. Przełamywania obaw. Ale za to jak się człowiek dobrze zastanowi i potem podlewa ten kwiatuszek, to on sobie rośnie ładny, sympatyczny i aż człowiek jest dumny.

  17. hmm…ciekawy artykuł…opisany z perspektywy młodej Kobiety, nazywanej współcześnie „egoistką”. Ja patrzę na to z nieco innej strony…ze strony „młodej matki polki” świadomej z wyboru…dla której kwestie oprawy imprezy ślubnej były ważne, jednak nie na tyle by przyćmić wartość małżeństwa samego w sobie, zawartego z miłości, a nie po to by zaimponować koleżankom w strojnej sukni itp. (choć zgadzam się i zauważam zjawisko zaręczania się i pobierania na pokaz lub „bo jak koleżanka to i ja” – totalna porażka, żenada moim zdaniem). Fakt małżeństwo i posiadanie dzieci to mega obowiązek (piszę jakby ktoś nie wiedział), sama się o tym przekonałam, ale jak ma się wspaniałego faceta u swojego boku, to wszystko staje się łatwiejsze ;) i nie trzeba ciągle siedzieć w domu. Małżeństwo i dzieci to nie więzienie. Reasumując myślę, że na takie „życiowe” wybory dla jednych 22 lata to za późno , dla innych o wiele za wcześnie lub w sam raz ;). Najważniejszym jest jednak jakie przesłanki kierują nami przy podejmowaniu decyzji o zaręczynach, zamążpójściu czy rodzeniu dzieci…uczuciem – miłością, dojrzałością życiową czy może chęcią sprostaniu współczesnym, jakże banalnym trendom „zaręczynowo-ślubnym”. Jeżeli podejdziemy do tego ze zdrowym rozsądkiem i nutą uczucia, myślę, że każdy wybór będzie dobry. Ja nie żałuję swojego. Tak, jestem szczęśliwą „matką polką” ;) Dla autorki tego artykułu, życzę by znalazła mężczyznę, któremu odda swe serce w całości, który będzie Ją kochał, szanował (Jej wybory też)…powodzenia…pozdrawiam.

    • Nie jestem przekonany o słuszności odkładania decyzji. No ale może to dlatego, ze sam zmieniłem stan mając 24 lata, z czego jestem do dziś niezmiernie zadowolony. I dziwię się, jak można czekać i czekać.

  18. Dlaczego tak jednostronnie? Brakuje w Twoim otoczeniu prawdziwie szczęśliwych, długoletnich związków dwojga ludzi? ;) Anno! Niektórzy są stworzeni do działania w tandemie i tylko wtedy czują się szczęśliwi, nawet jeżeli sześcioletni związek może 24 latka ograniczać i blokować – według opinii innych.

    • To jest właśnie ciekawe, spotykam się z ogólnym „współczuciem” w stronę młodych ludzi którzy mają dzieci, czasami w wieku 20-21 lat.
      A wiele z tych par jest szczęśliwe i uwielbiają te dzieci.
      Dla wszystkich „egoistów” którzy myślą że młodość jest po to by się wyszaleć – jest wielu ludzi którzy takiej potrzeby nie mają lub wyszaleli się mając naście lat a w wieku 20 dorośli już do samodzielnego życia.
      Jasne że dzieci to wielki obowiązek ale wielu ludzi żyje nie po to by się bawić ale znajduje szczęście w poczuciu obowiązku, takie beztroskie życie jest dla nich nudne.
      Nie dla każdego młodego człowieka impreza jest sensem życia.

    • Po 16 latach trudno mi samemu uzasadnić twierdzenie, że małżeństwo ogranicza. Oddaje się część czegoś, ale dostaje zdecydowanie więcej. Słusznie p0rawisz: są tacy (np. ja), którzy swoje życie widzą tylko w tandemie, który nie ogranicza, ale pozwala rozwinąć skrzydła.

      • To wspolczucie chyba pochodzi stad ze najczesciej ludzie uwazaja ze to wpadka. Z mojego otoczenia wynika ze rzeczywiscie pojawienie sie dziecka w wieku 20-23 wynika z wpadki, ale na pewno zdarzaja sie przypadki planowanego macierzynstwa! Mnie akurat martwilo by co innego. Wiem ze w wieku 20-kilku lat nie bylabym jeszcze w stanie zapewnic tak dobrego bytu rodzinie jak bym chciala. A od rodzicow nie chcialabym ciagnac. I nie oszukujmy ale w pedzie dzisiejszych czasow ciezko skonczyc porzadny kierunek studiow czy zrobic oszalamiajaca kariere jakby sie chcialo z dzieciaczkiem na karku. Marzy mi sie powiekszenie rodziny w takim momencie, gdy bede wiedziala ze moge od czasu do czasu rozpiescic swoje dziecko. Ale wiadomo jak to w zyciu bywa – zawsze jest zly moment na dziecko, a jak juz sie pojawi to nagle wszystko staje sie mniej wazne.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>