Obiecanki-cacanki, a głupiemu… miłość?

„Będzie fajnie”, mówili. „Będziesz zadowolona”, mówili. Gówna prawda. Bo czy da się kogoś uszczęśliwić na siłę? Czy można komuś wmówić, że związek z rozsądku to dobra sprawa i rozwiąże raz na zawsze nasze problemy? Jak bardzo głupi jesteśmy myśląc, że gdy wybierzemy rozumem, a nie sercem, podejmiemy lepszą decyzję?

W życiu każdego z nas przychodzi taki moment, że chcemy się ustatkować. U jednych trwa to parę sekund, by ostatecznie palnąć się w łeb i dalej surfować po bezkresnych oceanach wolności. Drugim spędza to sen z powiek od dzieciństwa. Zwłaszcza dziewczynom, które od zawsze marzyły, by stanąć na ślubnym kobiercu w sukni przypominającej bezę, by zatańczyć walca z „Nocy i dni”, przy dźwiękach którego Karol Strasburger upie***lił biały garnitur, by pojechać windą do nieba. I modlić się przy okazji, żeby wujek Mietek wytrzymał do końca wesela i nie trzeba go było wynosić z sali. Ok, umówmy się, że właściwie każdy o tym myśli. Dłużej bądź krócej, ale myśli. Nawet ja chciałabym przeżyć kiedyś w życiu taki hardkor, ale… nie za wszelką cenę. I tylko z człowiekiem, którego kocham, a nie w którym widzę tylko dobry interes, traktując go jako wysoko oprocentowaną lokatę.

dawn-dust-evening-5192Powodów, aby znaleźć swoją drugą połówkę grejpfruta, jest nieskończenie wiele. Ja ostatnio cierpię na „skończyłaś już studia, masz pracę, pora sobie kogoś znaleźć, założyć rodzinę i rodzić dzieci”, słyszane od babci przy każdej możliwej okazji. Przestałam do niej dzwonić. No cóż, ona nie wie, że przeważnie z kimś się spotykam i regularnie randkuję, ale niech to pozostanie między mną a Wami. Dlaczego? Bo gdy tylko babcia dowiadywała się o jakimś absztyfikancie, robiła wywiad śledczy – kim on jest, skąd pochodzi, co robią jego rodzice, czy to tzw. dobra partia, co je na obiad i DLACZEGO JESZCZE GO NIE PRZYWIOZŁAM DO DOMU.

Gdybym była pewna na 100%, że któryś z nich to ten Jedyny na całe życie, zrobiłabym to z miłą chęcią. Nie chcę być wobec kogoś nie fair i przedwcześnie obiecywać, że będziemy wspólnie liczyć gwoździe w grobowej desce. Nie mam też w zwyczaju robić komuś złudnej nadziei na świetlistą przyszłość, nie będąc przekonaną o słuszności swojego wyboru. Nie chcę zdradzić swojego męża, w razie gdybym nie była z nim wystarczająco szczęśliwa. Jeśli prawdziwa miłość zwiała mi już sprzed nosa (lub właśnie zwiewa), nie będę szukała na siłę kogoś, byleby tylko z kimś być – jak to robi większość zdesperowanych lasek. Na przekór rodzinie i znajomym, którzy wyczekują aż ostatnia singielka w paczce/familii zawinie do jakiegoś spokojnego portu.

Oczywiście myślę o tym, co będzie, gdy moje rodzeństwo i przyjaciele już się hajtną, zaczną zapładniać planetę i przestaną mieć czas dla ciotki Ani. Co wtedy pocznę sama? Może będę jeździć na turnusy do Ciechocinka i podrywać facetów w sile wieku. Albo będę szyć sukienki na maszynie z Lidla (o ile kiedyś ją upoluję). Prawdopodobnie będę chodzić codziennie na msze i nabożeństwa, nadrabiając lata, kiedy moja noga nie przekroczyła progu kościoła. Czas pokaże. Może nie będzie takiej potrzeby.

Już dziś wiem na pewno, że nigdy nie będę na tyle zdesperowana, by robić sobie na siłę dziecko, szukać męża w programie telewizyjnym i godzić się na ustawiane życie. Bo niby zegar biologiczny tyka? A i owszem, ale niech sobie tyka! Wszystko przyjdzie w swoim czasie i wierzę, że mając nawet 40, 60 i 80 lat można nieźle się ustawić i być szczęśliwym. Dałam ostatnio kosza fajnemu, dobremu chłopakowi, stopując go w zasadzie zanim podjął jakiś ruch – czy podjęłam właściwą decyzję, okaże się pewnie za parę lat. Cóż z tego, że babcia byłaby kontent, a jej serce by się uradowało, skoro moje nie drgnęło…

podpis

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>